durm blog

Twój nowy blog

taka stara, a taka głupia… podczas oglądania Gwiezdnych Wrót wylewam tyyyyyyyle łez. a nawet jeszcze trochę! co ciekawe, przez 3 sezony House’a nie pociekły mi łzy _ani_razu_, a ogądajac GW po raz pierwszy po trzech latach przerwy (i to o wiele bardziej świadomie) poryczałam się już na końcu pierwszego odcinka. i będąc po sezonie 8 muszę powiedzieć, że płakałam jeszcze kilkanaście razy. uwielbiam swoją niestabliność emocjonalną w tym względzie.
co ciekawe – i nienormalne – i wstyd pisać :) – popłakuję sobie też na filmikach [na YT] traktujących o uczuciu dwójki głównych bohaterów [w skrócie: rzecz cała dzieje się w amerykańskim lotnictwie, między dwójką żołnierzy, a na dodatek dowódcą i podwładną, więc cała rzecz jest wbrew regulaminowi - niemożliwa]. a ponieważ uczuciowa jestem, a na tym polu u mnie posucha – rekompensuję sobie brak doznań realnych doznaniami wirtualnymi.
to skutkuje np. tym, że wczoraj przez 2h oglądałam sobie filmiki tzw. shipersów ["wyznawców" związku Jack'a i Sam] na YT z zamiarem popłakania sobie, a co! z tym, że jakoś mi nie wychodziło. dopiero na ostatnim filmiku się popłakałam. zasadniczo, to najpierw znalazłam piosenkę:

klik klik

słuchałam jej sobie i pociekły mi łzy [freak!] potem uświadomiłam sobie, że widziałam gdzieś filmik z tym kawałkiem, więc włączyłam sobie:

klik klik

i się popłakałam znowu. :)

___

zupełnie inną przygodę miałam z piosenką the scientist coldplay. zakochałam się w niej wczoraj popołudniu, a w nocy znalazłam ten filmik:

klik klik

jest piękny, zrobiłam sobie z niego MP3 i słuchałam dzisiaj z 838749347 razy, dialogi w środku walniete idealnie. :)

___

długo się tutaj nie odzywałam, do notki zbierałam się parokrotnie, za każdym z 4 razów była kasowana. no i czuję, że era szablonu z House’m mija.

***

i ogólnie nie wiem czemu, ale mam jakieś takie zacięcia w pisaniu np. maili czy choćby tej notki. ale nie chcę jej kasować, więc zostawię jak jest.

>>> sobotni update <<<

jak to ma Bond na szabolnie – cause being a fangirl is such fun. no i ciężko mi się nie zgodzić ;)

a dzisiaj jest kolejna leniwa sobota, podczas której pomyślałam sobie, że filologia to nie dla mnie, bo jestem zbyt leniwa. no po prostu masakra co SCS potrafi zrobić z moim widzeniem świata. pracuje nad tym matka natura, piękne niebo było przed chwilą, za późno zareagowałam, a teraz aparat już nie oddaje tego cuda. :)

oprócz tego usilnie dzisiaj pracuję nad postawieniem bloga na horkruksie, niestety – idzie źle i zupełnie nie wiem co robię źle. :/ ale się zaparłam i kurde, nie spocznę, póki mi się nie uda! ;)

update 2.0

no! poszłam do sklepu, wróciłam, siadłam i na spokojnie zrobiłam wszystko od nowa i jest! powoli przygotowuję się do opuszczenia blog.pl :)

zasadniczo nie ma się czym chwalić. 12 książek w 3 miesiące – bieda raczej… ;) i to też nic ambitnego, nic zakładanego. dwie ukraińskie książki leżą odłogiem i czekają na swoją kolej.

inna sprawa, że stając przed swoimi książkami:

doznaję wrażenia takiego, jak większość kobiet przed swoimi szafami – nie mam się w co ubrać!, co przekładając na mój język brzmi: nie mam czego czytać!

a potem ląduję w połowie września z tuzinem książek i 4 nazwiskami.

Mankell, Henning – bo kocham Szwecję, Wallandera, jego psychikę i charakter oraz wszelkie kryminalne zagadki ;)
Szwaja, Monika - bo trzyma mnie w pionie ["za warkoczyk" :)], pokazuje, że świat jest piękny, a ludzie fajni.
Michalski, Dariusz - bo kocham Starszych Panów i trafiłam na biografię Pana A, kupiłam i przeczytałam. i kocham jeszcze bardziej :)
Laurie, Hugh – bo kocham House’a, książki kryminalne oraz sarkazm, a ta książka jest idealnym połączeniem tych trzech czynników.

ciężkie jest życie. ;)))

ach, Olu! egzamin był z gramatyki opisowej języka ukraińskiego. ;) jak dobrze mieć to za sobą! :)

no to już na pewno jestem studentką II roku, udało mi się zdać (jak dla mnie) najgorszy egzamin na najcudowniejszą 3 w życiu. :)

teraz dla odmiany stres przed egzaminem i wszelkie moje reakcje na stres (czyt. podenerwowanie, poczucie niepewności, skłonność do płaczu z byle powodu) zastąpił stres z powodu braku pokoju. no ja pierdolę, great. jutro *znowu* jadę do krakowa, bo zostały mi 3 ostatnie dni umowy z pośrednikiem i MUSZĘ coś znaleźć. tylko, że w castingach, w których pierwszym, ostatnim i najważniejszym wrażeniem jest wygląd – odpadam w przedbiegach.

ale przynajmniej nie muszę się uczyć, więc stres niweluję oglądaniem stargate sg-1. no ale cóż, pojadę jutro – czym będę stres niwelować? chyba tylko myśleniem, że dzisiaj coś znajdę. no i założeniem, że biorę pierwsze, co się nada… tylko, żeby coś się nadało, a ja przecież tak mało chcę.

ERRATA

św. Antoni – dzięki! :) pokój znaleziony – wg planu. :))) i stres zniknął pozostawiając 3 tygodnie wakacji niczym nie zmąconych. :))


za co kocham UK? kolejność przypadkowa!

  • Hugh Laurie
  • Sting
  • Alan Rickman
  • buldogi angielskie
  • koty brytyjskie
  • HP
  • brytyjskie komedie romantyczne
  • ‚dziennik bridget jones’ [książka!]

oczywiście teraz mi przychodzi na myśl 982375 innych powodów tj. angielski pacjent, kenneth brannagh, hamlet, rozważna i romantyczna… ;) ale ta lista pozostaje najważniejsza :)

update 14.08.08 /// i za Annie Lennox!

To właśnie jest życie. To seria pokojów. I to, z kim siedzimy w tych pokojach, tworzy treść naszego życia.
[house m.d., 3x12 one day, one room] [chociaż mój spis odcinków twierdzi, że to 3x13... muszę rozwikłać tą sprawę :P]

ostatnimi czasy wsiąk(nęł)am w House’a. autodestrukcja na własne życzenie, dawno nie oglądałam nic tak smutnego. i świetnego. i wciągajacego. no i również śmiesznego.

a jutro kraków i poszukiwania lokum. i namiastka życia nie-wakacyjnego, czyli daleko od domu i w krakowie. fajnie będzie wzdłuż ulic jak wzdłuż snów tramwajem jechać. i gdyby nie to, że już czekam na nabytego na merlinie sprzedawcę broni, którą napisał Hugh Laurie, to zapewne oddałabym się temu impulsowi w empiku [vide zeszły rok i dwie książki Pilcha podczas jednego wypadu do Krakowa z Martą :)]. jejku, bolą mnie zatoki… czy to reakcja organizmu domagającego się więcej piątej kobiety Mankella? ;) nawet jeśli nie, to i tak idę właśnie to czynić – czytaaać.

tak, mam za dużo wolnego czasu. i ten różowy… nie pasił ;) a na własny szablon chyba nigdy nie patrzyłam z taką przyjemnością…. ;)

po prostu… House bogiem, House nałogiem! no dobra, takim pełnym nałogiem będzie jak posiądę jakikolwiek sezon na własność… ale to już niedługo ;)

a 29.11 w krk MoCarci <3 i to nic, że jeszcze nie mam gdzie mieszkać… muszę się w końcu porządnie wziąć za szukanie!

Bonduelle, w poprzedniej notce nie chodziło mi o to, że Hawkeye i House są podobni do siebie, tylko, że ja jestem [charakterem] podobna do nich ;)

a właściwie moje radości życia. niektóre. konkretnie trzy.

   1. muzyka
   2. filmy
   3. filmy o muzyce

jakie to proste. ;) ten weekend stał się niechcący weekendem filmowym. zaczęło się od tego, że w sobotę, a właściwie już w niedzielę około 0.30, naszła mnie ochota na jakiś film. padło na copying beethoven. o ostatnim roku życia beethovena. i o szczególnej relacji ze swoją kopistką. o żalu i o smutku. polubiłam tego beethovena. człowieka z trudnym charakterem, choleryka, neurotyka… lubi się ludzi podobnych do siebie? jeśli tak, to wiele o mnie można wywnioskować na podstawie uwielbienia takich postaci jak Gregory House i Hawkeye Pierce ;) no i cytacik z copying beethoven, który odnoszę do siebie:

I’m a very difficult person, Anna Holtz, but I take comfort in the fact that God made me that way.

drugim filmem o muzyce jest pan od muzyki. kolejny francuski film (po genialnym jeszcze dalej niż północ), który mi się bardzo spodobał. kolejny film o genialnym nauczycielu (stowarzyszenie umarłych poetów mi się przypomniało), który potrafi zdziałać cuda. i robi to poprzez muzykę. kto nie widział – niech żałuje! no i właściwie już dziś, około 0.30 ze zdziwieniem odkryłam, że mam szansę po raz drugi pooglądać angielskiego pacjenta. szkoda, że o tak chorej porze, ale nic to – do pracy nie idę. i znowu poszłam spać po 3. ;)

jednak podstawową radość życia [na równi z muzyką] stanowią dla mnie książki. to temat na osobną notkę, bo zaraz zmierzam z powrotem do Skanii i do Wallandera. ;) to z kolei zmusza mnie do rozważań. czy chcę zrobić specjalizację translatoryczną z ukrainistyki czy chcę iść na filologię szwedzką w przyszłym roku. nie da się tego pogodzić z jakże prostej przyczyny – na filologii ukraińskiej UJ nie można zrobić specjalizacji tłumaczeniowej *gleba*.

notka co 2 dni… szaleję ;)

po chwilowej przerwie blog w nowej szacie wraca ;) pewno i tak nikt nie zanotował tej nieobecności ;)

na razie nic się nie zmienia, oprócz tego, że mój pokój mi się teraz podoba, wszystkie książki znalazły swoje miejsce, a mnie od ich dźwigania bolą plecy. :)

co do moich wahań nastroju: teraz jestem „na górce” ;)

. . .

Brak komentarzy

skoro notki biorą się ze smutku, bólu, żalu i strachu to dzisiejsza powinna być bardzo długa.

ale po co dodawać smutku innym?


jak płaczę, to staram się, żeby nikt tego nie widział. smutki,
zrzędzenia – to nikomu nie jest potrzebne. te sprawy trzeba załatwiać
samemu ze sobą.

[Zenon Laskowik]

dlatego zaraz schronię się w moim świeżo pomalowanym na zielono pokoju w nadziei, że nikt nie wejdzie, bo przecież płakać trzeba w samotności, tylko wtedy ma się z tego radość.

właśnie spojrzałam, dzisiaj 7.07. to powinien być taki szczęśliwy i radosny dzień. a nie był.

[9.07.08]

czemu płaczę? bo nie mam powodu, żeby się śmiać. bo uświadomiłam sobie dzisiaj, że przegrałam. że siedzę, płaczę i nie mam do kogo zadzwonić i pogadać. przytulić się. żeby o nic nie pytał. to jest moja przegrana.

tyle rzeczy bym chciała napisać. żeby uporządkować natłok myśli będę się posiłkowąć punktami. zawsze to jakiś sposób na stworzenie monologu wewnętrznego, a nie jakiegoś strumienia świadomości ;)
  1. polecam film niedźwiadek. kawał solidnego, czeskiego kina. ja jestem pod wielkim wrażeniem. naprawdę WIELKIM. cytat do zapamiętania i wyrycia w widocznym miejscu: „nie wszystko musimy zrozumieć. Czasem trzeba po prostu niektóre rzeczy zaakceptować.” genialne w swojej prostocie.
  2. od 7h mam już wakacje. prawie całkowicie jestem rozliczona z uczelnią, został jeden egzamin na wrzesień [pani doktor - życzymy zdrowia!] i wyniki łaciny we wtorek. o tej łacińskiej komedii pisać nie będę, bo to żenada ;)
  3. podsumowując czerwiec – to był miesiąc kultury i cudownych koncertów: 2x Turnau; Możdżer, Danielsson, Fresco; Maria Peszek; Tomasz Stańko; Tymon&Tranzistors; kawałek Homo Twist ;) Kraków to jednak Kraków ;)
  4. siedzę już niemal na walizkach, połowicznie spakowana, gotowa do odlotu z Bajecznej. odlotu na zawsze. cóż – nie okazałyśmy się siostrami.
  5. niedaleko mnie leży nowa, z trudem zdobyta [sic!], książka Mankella – zapora. jutro sobie będę czytać, bo do 16 muszę oddać router UPC, a rodzice przyjeżdżają wieczorem. będę zabijać czas. ;)
  6. będzie mi brakowało ludzi z roku!
  7. nie rusza mnie _kompletnie_ euro. nie kibicowałam Portugalii [tak, wszystkie prawdziwe kobiety kibicują Portugalii, ehh. nie jestem prawdziwą kobietą], Hiszpanii, ogólnie wisi mi to ;) co owocuje samotnymi wieczorami z głośniej niż zwykle puszczoną muzyką :) jako rzekła Ewelos w 2006 roku – i tak wygrają Niemcy. prorok?
  8. godne odnotowania – grupa mocarta mnie zmienia i to znacznie! co wtorek od paru tygodni grzecznie się budzę na poranny [ok 8:50], trójkowy felieton Filipa Jaślara, a pewnej niedzieli od 8:45 słuchałam zagadkowej niedzieli [trójka as well]. po prostu makabra co 4 gości z instrumentami [;)] robi z kobietami! [rym niezamierzony!]
  9. dobrze jest znać prawdę i głośno o niej śpiewać. ale jeszcze lepiej jest znać prawdę i śpiewać o śliwkach. to też z niedźwiadka. chińskie przysłowie.
  10. you can call me ‚kidult’. kupiłam sobie parkera z diabłem tasmańskim. <3
  11. a tak w ogóle to notka jest bezsensu i mam ochotę ją skaskować.
  12. będzie nowy szablon, jak odzyskam frontpage’a.
  13. я вже не знаю що б тут можна написати? насправді я люблю кирилицю! хто б так думав у жовтні? я ні! навіть я не могла вивчити цих всіх літер! а зараз – в мене не може бути дня без кирилиці! а же мало людей розуміє, що тут написане? що ж… буває ;)
  14. [tłumaczenie] już nie wiem co by tu napisać? naprawdę kocham cyrylicę! kto by pomyślał w październiku? ja nie! nawet nie mogłam nauczyć się tych wszystkich liter! a teraz – nie mam dnia bez cyrylicy. a że mało ludzi rozumie, co tu napisano? cóż… bywa ;) [/tłumaczenie]
  15. może by już skończyć?
  16. KONIEC! jeeee!

a w sobotę o tej porze już będę w domu! jupi! ;)


  • RSS